Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadanina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadanina. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 marca 2012

#114. Dzień mądrych decyzji.

Witajcie!
Nie było mnie, gdyż musiałam poświęcić trochę czasu na przemyślenia. Dość ważne, bo dotyczące studiów. Co postanowiłam? Zdecydowałam się na rezygnację z filologii i dalsze studia na historii. Zajęcia na filologii przestały sprawiać mi przyjemność, chodziłam na nie "z musu". A tego właśnie chciałam uniknąć. No cóż. Czasem bywa tak, że żeby dojść do tego, co lubimy, w czym "chcemy siedzieć". Od razu poczułam się lżej, jest mi z tym dobrze. Naprawdę. 
W związku z powyższym - posty będą pojawiać się częściej. :)
No i... Wszystkiego dobrego, Kochane, z okazji Naszego Święta. Życzę Wam, Nam samych dobrych decyzji, sukcesów, unikania bubli kosmetycznych, zdrowych włosów i paznokci, właściwych mężczyzn u boku. :)
Kwiatek dla Was.

Ściskam,

niedziela, 1 stycznia 2012

#92. Podsumowanie / postanowienia.

Witajcie pierwszego dnia Nowego Roku!
Mam nadzieję, że jeśli wybierałyście się na imprezy / bale / prywatki / domówki / potańcówki, to zabawa była szampańska, a jeśli spędzałyście czas w domku (jak ja), to było miło, przyjemnie i w towarzystwie ukochanych osób. :)
Po blogspocie krążą wszelakie podsumowania minionego już roku. Czas więc i na mnie! Co przytrafiło mi się w 2011 roku?
  • zaczęło się oczywiście od trzeciej nocy sylwestrowej z moim A., urodzin (już 85tych!) Jego Babci i powrotu do domu w pociągowym tłoku :p
  • co potem? pierwsza sesja. zakończona powodzeniem. ;)
  • urodziny. dwudzieste. aaa!
  • pierwsza Wielkanoc bez mojej Rodzinki - spędzona u A.
  • maj, więc nasz ulubiony miesiąc - trzecia rocznica :)
  • sesja letnia, która przeciągnęła się aż do września - ale spokojnie, niektórzy po prostu właśnie na wrzesień ustalili pierwsze terminy - mission completed!
  • praca w rozlewni alkoholi. to chyba nie wymaga komentarza. :D
  • założyłam bloga! jestem z Wami, dobrze mi tu, zostanę na dłużej! :*
  • oświadczyny, których zupełnie się nie spodziewałam!
  • podjęłam się drugiego kierunku studiów. wyzwanie, ale do zrobienia, bo to jest to, co lubię - zdobywanie wiedzy i uczenie się nowych rzeczy.
  • no i grudzień. a co w grudniu? święta, święta i po świętach...
Postanowienia na Nowy Rok? Są, a jakże!
  • kontynuuję zrzucanie kilogramów. idzie mi całkiem przyzwoicie, o.
Twój Strażnik wagi
  • będę planować. i to konkretnie, bo jestem osobą, która bez planowania się gubi. i nie ogarniam.
  • zabiorę się za olejowanie włosów, bo mają 21 miesięcy na ogarnięcie się i wzrost do przyzwoitej długości
  • dlaczego włosy mają 21 miesięcy? bo we wrześniu przyszłego roku (:D) biorę ślub. to dla mnie jest ciężki do ogarnięcia. :p
  • w związku z powyższym - powoli biorę się za organizowanie wesela, rezerwację sali i muzyki, bo chcę uniknąć niepotrzebnych nerwów
  • będę pamiętać o regularnej pielęgnacji ciała
  • zabiorę się za sport. intensywnie.
No i to by było tyle... Życzę spełnienia marzeń w Nowym Roku!

wtorek, 13 grudnia 2011

#80. Nie ma co, Mikołaj był.

Hej.
Jak nic - ironia w tytule. Wczoraj spędziłam wieczór w szpitalu. Ale zacznijmy od początku...
Jak już pewnie kiedyś wspominała, wiele lat grałam w koszykówkę, ale kontuzja przerwała moją sportową aktywność. We wrześniu stwierdziłam, że odzyskałam już siły i zapisałam się na koszykówkę w ramach wf'u. Wszystko było fajnie. Do wczoraj.
Podczas rzutu piłką do kosza, gdy miałam już w pełni wyprostowane ramiona, łapki i wszystko co możliwe, zostałam puknięta w łokieć. A dokładnie w to zagłębienie stawowe. No dobra, poczułam silny ból, zignorowałam, liczyłam na to, że przestanie boleć (btw. piłka wpadła. :D). Po powrocie do domu stwierdziłam, że nie mogę się nawet rozebrać, nie mogę za bardzo ruszać ręką. Myślę "cholera, złamana". Ale, że my, kobiety, jesteśmy z natury silne, to jakoś udało mi się rozebrać i poszłam zrobić jedzenie. Kiedy próbowałam przekroić bułkę, dopadł mnie tak silny ból, że zwinęłam się w kłębek i zaczęłam beczeć. Mój A. stwierdził, że zabiera mnie do szpitala. Zrobili mi prześwietlenie, okazało się, że jednak nie złamana, tylko zbita. Na szczęście. Bo nastawianie kości już przeżyłam i był to najgorszy ból ever. Zalecili unieruchomienie na chuście, oczywiście dzisiaj zmieniłam zielone coś na domową chustkę, przynajmniej jakoś wyglądam. Ale łapkę od łokcia do dłoni mam całą napuchniętą. Nieciekawie.
Nie będę się więc za bardzo udzielać, nawet nie wyobrażacie sobie, jak długo trwało napisanie tego posta jedną ręką...
Życzę Wam wszystkim zdrówka i pozdrawiam serdecznie.

czwartek, 1 grudnia 2011

#74. TAG - subiektywny ranking przystojniaków.

Hej!
Om nom nom... Niczym Cookie Monster polujący na ciasteczka, śledziłam Wasze odpowiedzi na ten tag. Czas więc na mnie. ;) Bardzo dziękuję Shinodce za otagowanie mnie, poczułam się także otagowana przez te z Was, które typowały wszystkich. :)

Viggo Mortensen - mmm, takie ciacho! "Władcę..." oglądałam w dużym stopniu dla niego, mam całą trylogię w wersji rozszerzonej.

Alexander Skarskard - pikantne sceny z nim w roli głównej. Ojojoj... ;)

Eric Bana - mam słabość do każdego filmu z jego udziałem. A "Zaklętych w czasie" mogę oglądać 25 godzin na dobę. ;)

Harrison Ford - Indiana Jones czarował mi w głowie już za dzieciaka. ;)

Hugh Jackman - nic dodać, nic ująć. :)

Russell  Crowe - krwawe sceny + genialny aktor = jeden z ulubionych filmów.

Gerard Butler - to spojrzenie...

No i mój osobisty, najprzystojniejszy z przystojnych przystojniak. ;)

To by było na tyle.
Taguję Dziewczyny, które urodziły się w lutym. Żeby było ciekawiej. ;)

Właśnie wróciłam z zakupów. Pierwsze kroki w Inglocie poczynione, H&M zaliczony, Reserved również. Jutro lecę kupić telefon. A zakupy pokażę w weekend. :)
Pozdrawiam Was serdecznie,



wtorek, 29 listopada 2011

#73. Aaaa!

Post bezzdjęciowy, na szybko. Dostałam stypendium rektora. Aaaa! :D

Pozdrawiam,

poniedziałek, 28 listopada 2011

#72. Kilka słów wytłumaczenia.

Witajcie!
Znacie to uczucie, gdy limit transferu w internecie mobilnym jest na skraju wyczerpania? Ja znam. I właśnie teraz go doświadczam. Seriali mi się zachciało. Se se se. :D
Za to na początku grudnia obiecuję odpowiedzieć na TAG z przystojniakami. ;)

Pozdrawiam serdecznie,

piątek, 4 listopada 2011

#62. Plany weekendowe?

Jejciu, ale jestem dziś zmęczona. Piątek to dzień tygodnia, który po podjęciu studiów na drugim kierunku przestał być moim ulubionym. Jeden Wydział mieści się na toruńskiej Starówce, drugi w miasteczku uniwersyteckim, a piątek u mnie wygląda tak:
8.00 - geografia historyczna - miasteczko uniwersyteckie.
9.45 - język grecki - toruńska Starówka.
11.30 - historia starożytnej Grecji - miasteczko uniwersyteckie.
13.15 - wielkie religie świata - miasteczko uniwersyteckie.
Biorąc pod uwagę jakże ogromne (tja...) przerwy między zajęciami, mam wszystko wyliczone co do minuty - dojazd, przyjazd... Cały piątek jestem "w trasie". Po powrocie do domu nie ruszyłam nawet obiadu, od razu poszłam spać. Ok. 19. się obudziłam. I co? Nadal jestem zmęczona... Tragedia.

Poza nauką (a jakże!) mam w planach nadrobić zaległości blogowe:
- moje plany co do listopadowych zużyć;
- zupełnie inna recenzja produktów Dermactolu;
- pewnie pomęczę Was makijażami :p;
- na dysku są zdjęcia do recenzji mini peelingów Joanny, także o nich może w końcu napiszę;
- od Pierniczkowej (:*) podpatrzyłam pomysł na temat zupełnie odległy od świata kosmetycznego - Ona będzie pisała w soboty o Henryku VIII, ja chciałabym odkrywać przed Wami sekrety historii, ciekawostki, może informacje, których jeszcze nie znałyście, a w szkole o tym nie mówią. Wiem, że niewiele jest osób, które w szkole lubią / lubiły historię, wiele zależy od nauczyciela. A swoimi postami może zachęcę Was do niej. Co Wy na to? Z racji tego, że pragnę zajmować się historią na co dzień, będę na Was testować moje umiejętności pisania interesujących tekstów. :)

Życzę Wam miłego weekendu,
Motylica. :*

P.S. Mam już 90 obserwatorów, bardzo Wam dziękuję. Może macie jakieś pomysły, chciałybyście o czymś poczytać? :)

sobota, 29 października 2011

#54. marudzi.

No tak, standardowo. Opiekując się moim chorym A. załapałam wirusa. Tak to jest, gdy chcesz dobrze, nosisz obiadki, a wychodzi jak wychodzi. Wczoraj miałam konkretną gorączkę. Strasznie boli mnie gardło i mam okropny kaszel. A w sobotę, wiadomo - lekarza nie uświadczę. Przy okazji chętnie bym zrobiła badanie krwi, bo muszę się kontrolować raz na kwartał, swego czasu miałam spore problemy z hemoglobiną, które, o dziwo, po nabraniu kilogramów nie zniknęły.

Leżę w łóżku z coraz to cieplejszymi herbatkami. Nawet nie mam ochoty na jedzenie, bo drażni mnie w gardło. Jako towarzysz pozostał mi tylko mój ciapciak, więc dostaniecie ode mnie pewnie milion recenzji w najbliższych dniach. Pochwalę się też nową współpracą, bo w czwartek przyszła do mnie paczuszka.

Pozdrawiam serdecznie,
zasmarkana Motylica. :*

<a psik!>

środa, 26 października 2011

#53. Odrobinę inaczej. ;)

Moja propozycja na dziś - French Manicure w odrobinę innym niż zwykle wydaniu. :)


Na końcówkach mam lakier Essence z serii Multi Dimension, niestety wycofanej. :( A do wykonania użyłam pędzelka po zaschniętym eye-linerze. Trzeba kombinować. ;)

Dołączyłam do akcji Kokosowej Panny związanej z Projektem Denko. :) W weekend będzie więcej czasu, wtedy powiem Wam o szczegółach.

Nawiązałam nową współpracę! O szczegółach powiem więcej, jak tylko otrzymam pierwszą paczuszkę. :)

Cóż jeszcze? Pojawi się też recenzja produktów Dermactol, ale muszę porozumieć się z Mamą i Babcią co do opinii. A - kilka Dziewczyn trafiło z obstawieniem paletki Sleek'a, którą zamówiłam. Jeśli są chętne co do obstawiania - proszę bardzo, pewnie w przyszłym tygodniu dopiero zdradzę coś więcej, więc możecie nadal typować. :)
Straszny syf na uczelni. Już kombinuję na co iść, a na co nie, bo greka odbija się czkawką. :p

Pozdrawiam serdecznie,
Motylica. :*

sobota, 22 października 2011

#50. Rzecz o realizowaniu potrzeb...

... kosmetycznych, a jakże. Wspominałam Wam, że potrzebuję niebieskiego eye-linera. No i jest. Przy okazji napatoczył się także fioletowy w żelu. I granatowy lakier. I nowa mascara. A kilka próbek to siłą perswazji, bo podkład się kończy. ;p


Pierwsze wrażenia?
Mascara - całkiem, całkiem. Ja potrzebuję pogrubienia rzęs, a ona to robi. Poza tym - nie wydłuża raczej.
Próbka perfum - nie moje klimaty. ;p
Eye-linery - Essence - genialny, Wibo - przyzwoity.
Próbki - podejrzewam, że podkład Be-Yu będzie moim następnym łupem. :p

No i dzisiaj wybieram się na urodziny przyjaciółki. Znamy się od... Uu, 17 lat z hakiem będzie. Ale rzadko mamy okazję się spotkać wraz z jeszcze jedną przyjaciółką. S. wyjechała do pracy, do Holandii, M. już ma dzidziusia (Olunia jest kochana :) ), a ja... No, wiadomo. Ciężko nam się zsynchronizować. A trafiła się okazja. Idziemy na kręgle, prezent zakupiony. W make-up'ie główną rolę będzie grała niebieska kreska. Postaram się zrobić zdjęcia. :)

Pozdrawiam cieplutko,
Motylica. :*

środa, 19 października 2011

#49. Powrót do natury + plany na dziś, jakże fascynujące.

Pamiętacie mój post o tym, że wracam do naturalnego koloru włosów? Znalazłam złoty środek. Wyszedł mój naturalny kolor ze złocistym blaskiem (bo mój jest bardziej popielaty niż złocisty, a ewidentnie nie lubię "mysiego" koloru na głowie). Czym osiągnęłam ten efekt? 




A. powiedział, że jest ok. A jest wzrokowcem. ;p
Plany na dziś - nauka, nauka, nauka... A dla umilenia czasu - postanowiłam przeczytać calutki blog Niecierpka, bo jest genialny. Znajdziecie go w moim blogrollu. ;)


Pozdrawiam serdecznie,
Motylica. :*

poniedziałek, 17 października 2011

#48. Z rana otagowana. !

Mój komputer chyba nie lubi tagów, bo z każdym razem się zwiesza, gdy chcę na jakiś odpowiedzieć. Z racji tego, że siedzę sobie przy kawie i czekam, aż wybije godzina wyjścia z domu, a zostałam nominowana, to piszę. :)


Zasady:
- napisz, kto przyznał Ci nagrodę;
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie;
- nominuj 15 bloggerek.

Nominowały mnie Caathy i cocoloco85. Dziękuję, Dziewczyny. :*

Przypadkowe fakty?
- uwielbiam gorące napoje. Od mleka z miodem, przez kakao, kawę, aż do herbaty. Wiąże się to z tym, że jestem zmarzlakiem. 
- jestem typową słowianką, płynie we mnie polsko - litewska krew, z czego mój A. niezmiernie się raduje, bo mówi, że wschodnie kobiety są najwierniejsze. :D
- lubię nietypowe połączenia smaków: żółty ser z dżemem, i inne tego typu sprawy - to dla mnie. 
- uwielbiam pisać - ręcznie, w zeszytach, i komputerowo, czego doświadczacie same, czytając moje posty na blogu, które zazwyczaj są dość długie.
- uwielbiam też dawać prezenty! najczęściej wyłapuję szczegół, gdy ktoś tęsknym okiem spojrzy na jakiś drobiazg, a ten ktoś później jest niezmiernie szczęśliwy, że właśnie to ode mnie dostał.
- jestem istotą niezmiernie ambitną, wszystko planuję ze sporym wyprzedzeniem, co czasem doprowadza ludzi wokół mnie do szewskiej pasji.
- mam alergię na żółte złoto - od łańcuszka dostałam bąbli na szyi, od kolczyków... eh, szkoda gadać. Na białe, o dziwo, już nie. :D

Już siedem? Oj, mogłabym Wam jeszcze wiele o sobie napisać. Ale niedługo mam autobus na uczelnię, no i kawa się skończyła. 

Nie nominuję, bo zauważyłam, że Dziewczyny, którym chciałabym podrzucić ten tag, niezbyt przepadają za tego rodzaju prezentami. :D

Pozdrawiam serdecznie,
Motylica. :*

piątek, 14 października 2011

#44. Świątek piątek?

Dzień kompletnie do bani. Około trzeciej nad ranem obudził mnie straszny ból brzucha. Wstałam, wzięłam tabletkę i chciałam spać dalej. Ale nie było mi dane. Tak więc jestem na nogach od miliona godzin. :p

Uwielbiam cytaty moich wykładowców. Pewnie będę Wam wrzucać te ciekawsze.
Dr T.C.: "Zna Pani łacinę? A więc żaden huius i zakręt w stylu curva Pani nie przeraża?". 
Dr M.T.: "Wiecie, kiedy rozpoczęła się ingerencja człowieka w środowisko naturalne? Człowiek zmienia środowisko od czasu, gdy jego pierwsza kupa spadła z drzewa na ziemię i zmieniła skład gleby."
Myślę, że komentarz jest zbędny. :D

Dostałam dziś paczuszkę z wygraną w rozdaniu _Alessandry z Dermactolem. Pierwsze wrażenia? Baardzo pozytywne, zobaczymy, co będzie dalej. Niedługo recenzje, i to po dwie do każdego produktu, bo Babcia też chciałaby Wam coś powiedzieć. :)

Jutro zakupy - polowanie na cieplejsze buty i coś cieplejszego, jakieś sweterki może. Bo mróz z rana. :[ A dziś w końcu znalazłam "Zwierciadło" z kalendarzem z Audrey na okładce. ;)

A dziś? Książka, ulubiona herbata,,, A jaka książka? Mówiłam Wam, że chciałabym zostać historykiem? W związku z tym właśnie studiuję dwa kierunki, uwielbiam późne średniowiecze na terenach Europy Południowo - Zachodniej. 


Mit Borgiów jest dla mnie szczególnie interesujący. Pewnie znacie tę rodzinkę z serialu HBO. ;)

Pozdrawiam,
Motylica.:*

piątek, 7 października 2011

#42. Dużo więcej, trochę mniej. Motylkowe zwierzenia.

Tytuł podejrzany? A gdzie tam, można się domyśleć o co chodzi. ;)

Trzy lata temu, gdy poznałam mojego Narzeczonego, byłam sportową maniaczką - grałam w koszykówkę, fitness, bieganie... Ile ważyłam? 53 kg przy wzroście 1,73 m. Czułam się genialnie, mogłam wszystko. Jak to wyglądało w praktyce? Proszę bardzo, oto dowody.


lato '08

Boże Narodzenie '08

No ale wiadomo - skoro marudzę, to coś poszło nie tak. We wrześniu '07 skręciłam nogę w kolanie, był dwutygodniowy gips. Jasny skutek - koniec kariery sportowej. Okazało się, że pojawiły się powikłania. w październiku '08 miałam zabieg - artroskopię. Okazało się, że mam coś z kolanem (nazwy schorzenia przytaczać nie będę, za głowę byście się złapały). Jeszcze lepsza diagnoza - dwa tygodnie leżenia w łóżku, chodzenie przez miesiąc o kuli, żadnego wysiłku, o sporcie na długi czas mogłam zapomnieć. Szybko przybrałam na wadze, dobiłam (o zgrozo!) do 77 kg. W praktyce wyglądało to tak.


Okrągła mordka, do kompletu bicepsik (a jakże, mięciutki), o udach nie wspomnę... Rozstępy, cellulit... Biust 3 literki większy (tego akurat za wadę nie uznaję. :D)... Spodnie z rozmiaru 27 skoczyły do 32, w porywach 33. Bluzki? Z S do L. Po ujrzeniu dwóch siódemek na wadze wzięłam się za siebie. A zrobiłam to miesiąc temu, po obejrzeniu filmiku KatOsu. Strasznie się zmobilizowałam. Zero słodyczy, ruch... Wybrałam się do lekarza, musiałam poradzić się co do sportu.
Po miesiącu? 4 kg mniej, lepsze samopoczucie, na wf zapisałam się na ukochaną koszykówkę, planuję też fitness w klubie osiedlowym (torunianki - tylko 30 zł za miesiąc!). Od miesiąca nie tykam słodyczy. Tylko piekę dla najbliższych, bo to uwielbiam! Poprawił się stan mojej cery, z super-tłustej zmienia się w mieszaną, pojawia się dużo mniej wyprysków. I nie głodzę się - jem co najmniej 5 posiłków dziennie, gdy mam ochotę na coś słodkiego, sięgam po jabłko lub marchewkę. Nie słodzę kawy ani herbaty, wyniki badań mam doskonałe (kiedyś miałam problemy z niską hemoglobiną). Pod lustrem powiesiłam sobie papierową miarę, na której zamalowuję kolejne tracone kilogramy (1 kg = 1 cm). No i mam mobilizację - przecież muszę perfekcyjnie wyglądać w sukni ślubnej, wiadomo! ;) Cel? Waga poniżej 60 kg. Ale zdrowo, bez pośpiechu.
Będziecie ze mną? 

Pozdrawiam cieplutko w ten chłodny dzień,
Motylica. :*

czwartek, 6 października 2011

#41. Krrrrrwisty pazur. ;)

Przychodzę dziś z recenzją pierwszego kosmetyku z paczki od firmy Quiz Cosmetics - lakieru do paznokci nr 10 z serii Safari. :)


Białe błyski na paznokciach, to nie prześwity, tylko odbijające się światło. ;)

Cóż mam do powiedzenia na temat lakieru?  
Pierwsze wrażenie: duża buteleczka, bo aż 12 ml. Fajny design opakowania, ale obstawiam, że niedługo zeberka się zetrze.
Pędzelek: wąziutki, ale łatwo się nim operuje przez dłuższy uchwyt. Ja takie lubię, bo nie mam zbyt dużych płytek paznokci.
Wysychanie: pierwsza klasa! Bardzo szybko wysechł, co aż mnie zadziwiło.
Kolor: krwista czerwień, wydaje się być bratem - bliźniakiem lakieru Essence z wycofanej serii Multi Dimension nr 77.
Trwałość: trzy dni na bazie, z top coatem przeciw obżeraniu paznokci. :p Trzeciego dnia zauważyłam starte końcówki, odprysków brak.
Cena i dostępność: ~ 4 zł w sklepie internetowym Quiz, widziałam też w sporym chińskim markecie przy ul. Dworcowej w Bydgoszczy, czekając na autobus zerkałam przez szybę - było tam pełno kosmetyków Quiz.

Serdecznie dziękuję firmie Quiz Cosmetics za przesłanie mi kosmetyków do testowania. Podkreślam, iż ten fakt nie miał jakiegokolwiek wpływu na powyższą recenzję.

***

Nadszedł czas na kilka słów nt. mojej nieobecności. Od wtorku mam zajęcia na pierwszym kierunku, a od jutra na drugim, więc lepiej nie będzie. W weekendy mogę wrzucać makijaże, bo wtedy jest przynajmniej na tyle jasno, że cokolwiek widać - rankiem wita mnie ciemność. :p Postaram się w miarę systematycznie pisać. 
Już czeka na mnie mnóstwo pracy - do tłumaczenia mam Katylinarki Cycerona, do przeczytania św. Augustyna... No i regularna praca z językiem greckim. I tak dobrze, że znam alfabet. :D
Ale wiecie doskonale, że Was poczytuję i komentuję. 
Pozdrawiam serdecznie,
Motylica. :*

piątek, 30 września 2011

#37. Jak wracać, to z hukiem!

Świeżutka notka, a co. Obiecana dawno. Będzie z tych dłuższych, ale postaram się streszczać. :)

Zacznę od nowości w mojej kosmetyczce.
Na pierwszy ogień idzie paczuszka wymiankowa od Atiny - kochana, serdecznie Cię pozdrawiam i dziękuję za miły liścik. "Katarzynki" powinny być w każdym spożywczaku. ;)
Brak na zdjęciu próbek kremów do cery naczynkowej, które już zawinęła moja współlokatorka w osobie Babci, mówiąc "O, ten krem z aronii, chciałam kupić, biorę. O, i jeszcze następny na pajączki. Ale Ty masz fajne koleżanki!". Kochana Babcia. :)


Schował się jeszcze kisiel. Ale on prędko wylądował w moim brzuszku, bo na swoje nieszczęście, a ku mojej radości, był malinowy. :)

Tutaj ekipa z Rossmanna: tusz Wibo i lakier, który dostałam gratis. Nie lubię takich duetów, ale skoro za friko, to jest - sama bym nie kupiła.


Tusz jest po pierwszych testach, chyba się lubimy. Ładnie podkreślił rzęsy, ale efekty oczywiście w recenzji.

Jak tylko zobaczyłam u jednej z bloggerek, że w Biedronie są kapciochy balerinkowate, to w te pędy ruszyłam z zamiarem zakupu kilku par. Wchodzę, a tu jedna jedyna para w moim rozmiarze. W dodatku w niezbyt lubianym przeze mnie kolorze, bo w żółtym. Ale wyglądają całkiem fajnie. ;)


Lubię takie mięciutkie kapciochy. :)

No i co jeszcze. Mówiłam Wam o mojej walce z paznokciami? Jeszcze z wieściami o zaręczynach dołączyłam zdjęcie z ładnymi, wyhodowanymi dzielnie pazurkami. Ale pod koniec sierpnia coś zaczęło się z nimi niedobrego dziać. Łamały się każdy po kolei. No to na początku września obcięłam. Trzy tygodnie temu wyglądały tak (uwaga, drastyczne zdjęcia):


Ale już zadbałam o skórki, troszkę wyrosły. Na płytce widać efekty największej zbrodni paznokciowej, jaką jest wycinanie skórek (u mnie było to raczej nieumiejętne wyrzynanie). Niedługo pokażę Wam pierwsze efekty. :)

Jutro zapraszam na post z ulubieńcami września, wkrótce też efekty paznokciowej kuracji, makijaże, recenzje i moja historia, którą chciałabym się z Wami podzielić. 

Pozdrawiam,
Motylica. :*

czwartek, 29 września 2011

Pojawiam się i znikam...

Awaria internetu - to boli. :/
Już jestem u siebie, cała i zdrowa. Obiecuję jutro dodać jakąś notkę z sensem. :)
Atino, bardzo dziękuję za cudowności paczuszkowe - kisiel był pycha! Lakier z Astora już wypróbowany, całkiem fajny kolorek, ale strasznie długo schnie.
A jutro - nowości kosmetyczne, zapraszam. :)
Tymczasem szybciutko nadrobię zaległości czytelnicze na Waszych blogach.

Pozdrawiam,
Motylica. :*

wtorek, 27 września 2011

Gdzie jestem, gdy mnie nie ma?

Witajcie,
wiem, wiem. Powinnam dostać kijem po pupie. Obiecałam posty, a postów jak nie było, tak nie ma. Więc zaczynam się tłumaczyć.
Po pierwsze - nie zabrałam ze sobą mojego arcyprostego aparatu, bo z aparatem Narzeczonego dogadać się nie potrafię. 
Po drugie - zmalowałam kilka makijaży, a i owszem. Jeden z nich mogłabym uroczo nazwać "Czekoladą w łaty", ale... Patrz punkt pierwszy.
Po trzecie - dostałam takiej alergii, że to się w mojej głowie nie mieści. Nie dość, że ktoś odkręcił kurek w moim nosie, to jeszcze oczy mam jak wściekły królik. Nie wzięłam okularów, więc obijam się o meble, bo musiałam wyjąć soczewki. Mamo, za co?!
Co jeszcze u mnie? Wczoraj koczowałam na internetową rejestrację na wf. No nie... Można mnie bić i zmuszać, ale na zajęcia będzie mnie rejestrował Narzeczony, bo arcyważny i arcypotężny USOS mnie wkurzył (pozdrowienia dla UMK!). Ale na koszykówkę się zarejestrowałam, baa, jestem starym wyjadaczem w tym sporcie. :D
Po czytaniu Waszych blogów moja lista "muszmieciów" wydłużyła się... O - - -  - - -  - - tak bardzo, może bardziej. Powinnam dostać ban na czytanie. Pierwszy na liście jest granatowy eyeliner. Polecicie mi coś? 
I teraz zwrócę się bezpośrednio:
Hekate 94, cieszę się, że paczuszka dotarła, że się podoba i w ogóle. :)
Atino, cieszę się, że trafiłam w twoje gusta i niecierpliwie czekam na paczuszkę od Ciebie. Mam nadzieję, że wkrótce kolejna wymianka? ;)

Poza tym... Moje paznokcie dwa tygodnie temu odmówiły posłuszeństwa. Ścięłam na zero, molestowałam odżywkami, teraz jest lepiej. Jak tyko wrócę do domu, pokażę Wam efekty. Będą też ulubieńcy września, już nad nimi myślę. :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Motylica. :*

środa, 21 września 2011

Zasłużony wypoczynek.

W końcu chwila wypoczynku po intensywnych tygodniach. Ah, jak bardzo wyczekiwana... Jak zawsze, w poszukiwaniu mojej "Świątyni Dumania", wybrałam się na wieś, gdzie mieszka mój Narzeczony. Piękna okolica... Pokażę Wam kilka zdjęć. Co prawda robione były na Wielkanoc, nie zmienia to jednak faktu, że uwielbiam tu być!







No i jeszcze informacja dla Hekate94 i Atiny: Wczoraj wysłałam do Was paczuszki, dajcie znać, jak dojdą. :)

Pozdrawiam cieplutko,
Motylica. :*

środa, 14 września 2011

Przypomnienie! :)

Uwaga!
Przypominam, że do jutra, do godz. 23.59, przyjmuję zgłoszenia do rozdania!
Zapraszam serdecznie chętnych!
Szczegóły znajdziecie w tym poście.